czwartek, 6 lutego 2014

Rozdział 26

Postanowiłam, że mimo wszystko odnajdę Andreasa. Zrobię to, ponieważ jaka część mnie chce się dowiedzieć czegoś więcej. Chcę się dowiedzieć dosłownie wszystkiego o nas, o nim. Może nie powinnam. Kocham Maćka, ale jakaś część mnie jest niezaspokojona. Pragnie dowiedzieć się całej prawdy. Chce usłyszeć o każdej chwili, którą spędziłam z Andim. Chciałabym wiedzieć czy było mi z nim dobrze. Może zostalibyśmy przyjaciółmi. Może wszystko byłoby dobrze. Może... To są tylko i wyłącznie moje przypuszczenia. Co jeśli Andreas nie będzie chciał ze mną rozmawiać?... Boję się, ale jeśli nie spróbuję nigdy się tego nie dowiem. Nadal mam żal do mamy, że dowiedziałam się o nim tylko, dlatego, że grzebałam w starych zdjęciach. Nawet nie miała zamiaru mi o nim powiedzieć. Jednak nie mogę mieć jej za złe, że chciała dla mnie jak najlepiej. Wiedziała, że jak się o nim dowiem, to nie odpuszczę i będę chciała odnaleźć go za wszelką cenę. Miała rację. Odnajdę go. Tak to już postanowione.

Wstałam, wzięłam szybki orzeźwiający prysznic i zeszłam na dół zjeść śniadanie.
Mama była umówiona do kosmetyczki na 10.Zegarek wskazywał 9:49. Zapewne wyjechała już jakąś godzinę temu, gdyż do centrum mamy około 20 km, ale korek uliczny to okoliczna zmora. Niekiedy można w nim utknąć nawet na dłużej niż godzinę.

Wczoraj po wizycie Maćka, włączyłam komputer i poszperałam w internecie na temat Niemieckiej kadry i jej treningów. Dowiedziałam się, że będą dzisiaj mieli trening siłowy. Szczęście mi sprzyjało, gdyż hala do ćwiczeń znajdowała się niecałe 2 km ode mnie. Nie mam stuprocentowej pewności, że tam będą ćwiczyć, ale byłam tam kiedyś z Maćkiem i mówił, że jest to najlepsza siłownia w Zakopcu. Postanowiłam się tam wybrać. Na stronie pisało, że pierwszy trening zaczyna się o 9:30 i trwa do godziny 12:30. Następnie mają czas na obiad i drzemkę poobiednią i o 15 spotykają się na kolejnym treningu. Postanowiłam przyczaić się koło hali przed drugim treningiem.
Nie mam planu. Nie wiem co zrobię jak zobaczę Andreasa, ale mam nadzieję, że po prostu przyjdzie mi to samo. Mam nadzieję, że jak go zobaczę, będę wiedziała jak mam się zachować i co powiedzieć.

Rozentuzjazmowana włączyłam telewizor i zaczęłam przygotowywać sobie śniadanko. Podśpiewując sobie, do wydobywającej się z głośników telewizora muzyki, pokroiłam ogórka, pomidora i cebulkę. Rozsmarowałam równomiernie masło na połówce grahamki i równiutko rozłożyłam na niej plasterki warzyw. Wyciągnęłam z szafki talerzyk i zasiadłam wygodnie na sofie, rozkoszując się przyjemnym dla podniebienia smakiem kanapki.

Wybrałam ten dzień na spotkanie z Andreasem, gdyż Maciek wyjechał na zgrupowanie, więc miałam pewność, że nie zaniecha moich planów.

Podekscytowana, a zarazem przerażona, krzątałam się po domu. Nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Miałam wiele chwil zwątpienia, czy na pewno robię dobrze, że może nie powinnam..., ale zaraz znikały. Przypominałam sobie opowiadania mamy,o tym jak bardzo mnie kochał, o tym,że nie widział świata poza mną. Mówiła również, że byłam w nim zakochana bez pamięci. Opowiadała jak przychodziłam wieczorami do domu, cały czas o nim mówiąc. Nie było chwili, ani sytuacji, abym mogła zrelacjonować jakieś zdarzenie, nie wspominając o nim. Opowiadała mi jak brał udział w każdym wydarzeniu mojego życia. Słuchając jej stwierdziłam, że Andi był ideałem. Teraz mam Maćka i to on jest całym moim światem i muszę o pamiętać o tym. Jednakże przyznam, że urodą, Andi, może spokojnie konkurować z Kociakiem.

Do planowanego wyjścia zostało mi 30 minut. Moja szafa wyglądała jakby przeszło przez nią tornado...
 Wreszcie wybrałam idealną stylizację. 
Ubrałam się, uczesałam. Podkreśliłam maskarą rzęsy i bezbarwnym błyszczykiem usta. Byłam gotowa. Zeszłam na dół. Wyłączyłam telewizor. Wzięłam kluczyki z koszyczka na mikrofalówce. Położyłam rękę na klamce.

Czas na jedno z najważniejszych spotkań w moim życiu. ~ pomyślałam.  

__________________________________________________________
I oto jest kolejny rozdział. Przepraszam, że musiałyście tak długo czekać ;3 

piątek, 3 stycznia 2014

Rozdział 25


Wiedziałam tyle: Ma na imię Andreas , a na nazwisko Wellinger i mieszka w Krakowie. Dużo mi to dało, ale musiało mi to wystarczyć. Pierwszym krokiem było wejście na facebook'a i sprawdzenie czy czasem nie ma swojego profilu. Znalazłam. Tak! Okazało się, że Andreas był akurat w Zakopanem, bo był wstawiony post : „W drodze do Zakopca :D”. Wszystko się dobrze składało, ale muszę dowiedzieć się czegoś więcej. Czegoś konkretnego, czegoś co pomoże mi w odszukaniu go lub nawiązaniu jakiegokolwiek kontaktu z nim. Weszłam w jego znajomych i okazało się, że zna on Krzyśka, Kubę, Ryśka i nawet Maćka. Teraz wszystko nabrało sensu. Znałam tego chłopaka ze zdjęć, widziałam go na skoczni. Teraz już rozumiem jego wszystkie spojrzenia, którymi mnie obdarzał, teraz już wiem, że on mnie rozpoznał. Widział kim jestem, ale nic nie mógł zrobić, przecież nie poznałabym go. Pamiętam jak któregoś razu po kwalifikacjach rzuciłam się Maćkowi na szyję po bardzo udanym skoku. Maciuś wygrał akurat te kwalifikacje. Pamiętam jak stałam obok Kociaka tuląc się do niego, a przechodzący obok chłopak obdarzył mnie takim spojrzeniem, że miałam wrażenie, że jest on o Maćka zazdrosny i z chęcią znalazłby się na jego miejscu, wtedy stwierdziłam, że mi coś odbiło, przecież wtedy go " nie znałam". Teraz już wszystko rozumiem i wiem, że moje odczucia związane z jego spojrzeniem mogły być właściwe. 
Czy to jest możliwe, że niegdyś najważniejsza osoba w moim życiu, tak jak i teraz znają się, jednakże nie wiedząc o sobie nic?

Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Myśli o Andim musiałam odłożyć  na później.
W drzwiach stał Maciek.
-Hej
-Cześć, dzwoniłam.
-Wiem, przepraszam, ale musiałem pomóc ojcu.
-Wejdziesz?
-Z chęcią.

Siedzieliśmy z Maćkiem, wtuleni w siebie, oglądając „Kochaj i tańcz”. To jeden z moich ulubionych filmów, który Maciek też lubi i chętnie za mną go oglądał. Próbowałam skupić się na akcji filmu, ale cały czas chciałam spytać Maćka, czy zna Andreasa, ale nie wiem czy byłby to dobry pomysł.

Nagle jego wargi zaczęły muskać moje. Zapomniałam o Andim, moje myśli skupiły się na Maćku i tym co się dzieje właśnie w tej chwili. Wsunęłam dłonie pod jego koszulkę, spragniona dotyku jego ciała. Przesuwałam dłońmi po jego klatce piersiowej w górę i w dół. Maciuś natomiast swoje dłonie umieścił na moich plecach, przysuwając mnie jeszcze bliżej siebie. Napięcie między nami narastało z każdą chwilą, z każdym muśnięciem jego warg pragnęłam go jeszcze bardziej, mocniej.

Wieczorem, gdy siedzieliśmy u mnie w pokoju postanowiłam zadać Maćkowi dręczące mnie pytanie.
-Misiek, znasz może Andreasa Wellingera?
-Tak, zamieniłem z kim kilka zdań. Czemu pytasz?
- A nic, po prostu ciekawa byłam.
- Yhym, jest młodszy ode mnie o kilka lat,ale wydaje się całkiem fajny.
- Ciekawe – powiedziałam bardziej do siebie niż do Maćka.
Maciek wstał z łóżka i nic nie mówiąc wyszedł z pokoju. Nie wiedziałam o co chodzi, ale może po prostu poszedł do toalety. Po chwili wrócił. W ręku miał kilka batoników i paczkę chrupek.
- No to co byś chciała- zapytał wyszczerzając swoje śnieżnobiałe kiełki.
-Może batonika?
-Wiedziałem, że to wybierzesz- powiedział, jeszcze bardziej pogłębiając swój uśmiech ( jeśli w ogóle było to możliwe).
- A niby skąd? - zapytałam, odpowiadając mu również szerokim uśmiechem.
-Słodkości dla słodziaka.
-Maciek! - krzyknęłam i rzuciłam mu się na szyję.
-Nawet nie wyobrażasz sobie jak bardzo cię kocham Tosiu.
-Twoja miłość jest nawet nieporównywalna z uczuciem jakim ja obdarzam ciebie.
-No nie wiem.

Nasze usta znów połączyły się w pocałunku.
__________________________________________________________
W końcu coś dodaję. Przepraszam, ale w tym roku mam bardzo dużo nauki ;cc 
Miłego czytania życzę ;D <33 p="">

środa, 27 listopada 2013

Rozdział 24

 Do domu wróciłam z samego rana. W kuchni zastałam mamę. Próbowałam udawać, że nic się nie stało, ale mama od razu zauważyła,że promienieję.
Żeby uniknąć rozmowy rzuciłam tylko szybkie hej i pobiegłam do mojego pokoju.
Leżąc na łóżku zastanawiałam się jak to będzie kiedy Maciek wyjedzie, kiedy zaczną się konkursy PŚ.

Następnego dnia Maciek nie odezwał się. Martwiłam się, bo nie wiedziałam co się dzieje.
Dzwoniłam do niego jakieś 6 – 7 razy, ale zawsze włączała się sekretarka. Byłam bardzo zaniepokojona. Wczoraj było tak przyjemnie miło, a dzisiaj brak kontaktu.
Stwierdziłam, że może zostało to spowodowane jakimś nagłym wyjazdem. Może jego ojcu nie spodobało się, że wraca do domu z rana, ale przecież Maciek jest dorosły. Jest jeszcze taka opcja, że nadal śpi. Postanowiłam się tym nie przejmować, pewnie później zadzwoni.

Naszło mnie na oglądanie zdjęć. Poszłam na strych po albumy. Przeglądając zobaczyłam jakiegoś nieznajomego mi chłopaka. Dziwne, bo na zdjęciu przytulałam się z nim. Wzięłam zdjęcie i pobiegłam do mamy.
-Mamo kto to jest?
-Skąd masz to zdjęcie? - zapytała z przerażeniem w oczach mama. Dziwne, przecież to tylko zdjęcie.
- Z albumu, ze strychu.
- Powinnam Ci powiedzieć wcześniej. Usiądź kochanie.
Po jej słowach przestraszyłam się.
- Mamo o co chodzi?
- Pamiętasz, gdy miałaś wypadek dwa lata temu?
-Tak, a co to ma wspólnego z tym chłopakiem?
- Byłaś w nim zakochana po uszy...
-Ale jak to ??
- Gdy leżałaś w szpitalu dowiedzieliśmy się, że doznałaś amnezji częściowej.
- Nie pozwoliliście mu mnie odwiedzać?!
-Uznaliśmy, że tak będzie dla ciebie lepiej.
-Cały czas się obwiniałam, że przez nas mogłaś stracić miłość swojego życia, ale teraz masz Maćka, więc odważyłam się ci to powiedzieć.
- Popełniłaś największy błąd w swoim życiu. Jak mogłaś?
-Przepraszam..
-To tylko puste słowa..
-Kochanie...
-Masz do niego jakiś kontakt?
-Nie. Po naszej rozmowie nigdy więcej go nie widziałam.
-Opowiedz mi o nim.
-Na pewno tego chcesz?
-Tak.
-Poznaliście się w przedszkolu. Był Twoim wiernym przyjacielem. Zawsze trwał przy tobie. Nawet jeśli nie miałaś racji.
-A jak wyglądał?

- Był brunetem o jasnej karnacji. Miał ładne niebieskie oczy.
- Mamo, przecież to był mój ideał. Teraz kocham Maćka. Z jednej strony jestem ci wdzięczna, bo gdyby nie to, że zabroniłaś mu się ze mną widywać, nigdy bym nie poznała Kociaka, ale nie mogę pojąć tego, jak mogłaś mi to zrobić, skoro wiedziałaś, że tak bardzo go kochałam.
-To był impuls. Uznałam, że jesteś za młoda na taką miłość. To był ogromny błąd. Wybacz.
- Opowiadaj dalej.
- Więc..
Słuchając mamy, spędziłam na kanapie bite 3 godziny.

Stwierdziłam, że muszę go odszukać. Może to głupi pomysł, ale po prostu muszę. Skoro był moim przyjacielem, może uda nam się to odbudować.  

_________________________
Przepraszam, że taki krótki, ale w końcu coś jest ;3

Uwaga !

Stworzyłam nowego bloga, ponieważ dostałam jakiegoś dziwnego natchnienia. 
Przepraszam Was za to, że nie pojawił tu się żaden nowy rozdział, już od 
bardzo długiego czasu. Niestety nie mam żadnego pomysłu jak dalej 
poprowadzić tę historyjkę ;cc 

Jeśli ktoś chciałby zajrzeć na mojego nowego bloga -------------> 

niedziela, 1 września 2013

Rozdział 23

- Maciek, dokąd jedziemy ?
- Spokojnie kochanie, to niespodzianka.
- Mógłbyś chociaż ściągnąć mi tą chustkę z oczu. Nic nie widzę, a dziwnie się z tym czuję.
- Nie przesadzaj kociaku. Jeszcze tylko chwila.
Maćka nie dało się w żaden sposób przekonać. Ciekawa jestem dokąd mnie wiezie.
Przynajmniej włączył moją ulubioną piosenkę, przy której mogłam spokojnie się odprężyć i wtulić w skórzane siedzenie pasażera w czarnym BMW, Miśka.
Maciek przez całą drogę trzymał rękę na moim kolanie, co było bardzo przyjemne.
- Dotarliśmy na miejsce.
- W końcu – powiedziałam uradowana.
Wysiadł, stwierdziłam to po odgłosie zamykanych drzwi. Po chwili pomógł mi wysiąść.
Przeszliśmy jakieś 100m , oczywiście nadal miałam zawiązane oczy, dlatego byłam cały czas zdana na Maćka.
Kociak stanął z tyłu za mną i objął mnie w pasie, mówiąc :
- Mam nadzieję, że Ci się tu spodoba.
Poczułam jak jego ręce, wędrują po mojej talii do góry. Czuję mrowienie w miejscach, gdzie jego ręce dotknęły mojego ciała. Wreszcie ujrzałam wszystko, co dla mnie przygotował.
Noc. Jezioro. Ognisko. Las. Namiot. Ja. Maciek.
Wokół ogniska był rozłożony koc, a obok niego kosz. ( zapewne z jakimiś przekąskami)
Cudne jezioro lśniło w blasku księżyca. Noc była ciepła i jasna. Pełnia.
Ognisko wydawało z siebie ciche odgłosy, opadających na siebie, już rozżarzonych kawałków drewna.
Staliśmy nadal w tej samej pozycji, napawałam się tym widokiem i uczuciem.
Nareszcie sami. Bez problemów Kamila czy Kuby. Teraz to nieistotne.
Maciek chwyta mnie za rękę i obraca do siebie twarzą. Jego ręce wędrują na mój policzek. Skóra nadal mrowi mnie od jego dotyku. W brzuchu mam tak zwane „ motyle ”.
Pierwszy dotyk jego ust jest miękki. Któreś z nas drży. Ja albo on. A może oboje ?
To lekki pocałunek, muskanie jego warg, dotykanie, smakowanie. Podoba mi się. Delikatna pieszczota jego warg jest słodka, ekscytująca. Moje serce się rozgrzewa, mięknie, czując tę intymność , więź z drugim człowiekiem.
Nagle pocałunek się zmienia.
Napięcie między nami wzrasta. Czuję mocniejsze mrowienie, na całej powierzchni mojego ciała, a nawet w kościach. Jego wargi łapczywie pochłaniają moje i stają się co raz bardziej zachłanne. Z ust wymyka mi się krótkie jęknięcie, a on natychmiast odrywa się ode mnie, wplatając palce jednej ręki w moje włosy, a drugą głaszcze mnie po policzku.
Spoglądając mu w oczy, znów przyciągam go ku sobie. Znów chcę poczuć smak jego ust.
Wciskam ręce między nas, kładę dłonie na jego torsie i napawam się tym dotykiem.
Wkłada ręce pod moją koszulkę. Nie przejmuję się tym, nawet mi się to podoba.
Idąc w ślady Maćka wsuwam dłonie w jego spodnie. Po chwili stwierdzam, że to był jednak zły pomysł, zbyt odważny jak dla mnie. To był impuls, ale nie w moim stylu. Próbuję je cofnąć, ale nie zdążam , Maciek chwyta moją dłoń i wsuwa ją z powrotem. Widzę jak jego koszulka ląduje na ziemi, po chwili to samo dzieje się z moją. Rozpinam rozporek i moje spodnie opadają na ziemię. Czuję, że Kociak jest troszku zaskoczony moją śmiałością, ale to chyba dobrze. Mimowolnie uśmiecham się albo próbuję, bo moje usta są nadal złączone w pocałunku.
Wtedy czuję, że jego spodnie również się osuwają. Tymczasem jego ręce wędrują na zapięcie biustonosza, radzi sobie z nim nienagannie.
Kładziemy się, na rozłożony już wcześniej, koc. Jest miękki, wygodny. Maciek kładzie się na mnie całym swoim ciężarem ciała, ale nie mam nic przeciwko temu. Wtulam się w niego jeszcze bardziej , instynktownie przyciągając go do siebie jeszcze bardziej, choć wątpię, żeby było to możliwe.
Nasze ciała są splecione w jedność, nie wiadomo gdzie kończy się jedno, a zaczyna drugie.
Wędrował po całym moim ciele, pocałunkami, dłońmi. Jeszcze nigdy się tak nie czułam. Moje ciało wyginało się na wszystkie strony od jego pieszczot, było tak przyjemnie, tak rozkosznie.
Złączyliśmy się w każdy możliwy sposób, psychicznie i fizycznie. Nasza bielizna była już dawno w miejscu zdecydowanie na to nie przeznaczonym. Leżała pod krzakami. W pewnym momencie dość głośno jęknęłam. Wtedy Maciek wyrwał się z mojego uścisku, odsunął na bok, przyciągając nogi do klatki piersiowej i obracając głowę w drugą stronę. Podniosłam się i spojrzałam na niego. Poczułam się dziwnie, tak jakbym została odepchnięta, niechciana. Czyżbym zapuściła się za daleko?
-Zadaję Ci ból – powiedział.
Zszokował mnie. Nie mogłam z siebie wydusić żadnego słowa.
- Niee.. - marne „Nie”, które nawet nie zabrzmiało tak jak powinno, wypowiedziane cieniutkim głosem, na pewno nie dało mu tej pewności.
- Wiedziałem - powiedział, wstając – Położę się już w namiocie.
Mam już tego dość. Wstałam i wskoczyłam w jego ramiona.
- Tamara, nie mogę robić Ci krzywdy.
Ściągnął mnie z siebie i postawił obok.
- Czy Ty nie rozumiesz? Kocham Cię. Potrzebuję Twojej bliskości... Chyba, że..
- Chyba, że … co ?
- Chyba, że Ty już mnie nie chcesz, może zmieniłeś zdanie,może nie wystarczam Ci już albo może nie spełniam Twoich oczekiwań.
- Co ?
Z jego oczu i mimiki twarzy mogłam odczytać zaskoczenie.
- Wiesz jak ja się poczułam ? Gdy było mi tak dobrze, kiedy rozkoszowałam się Twoją bliskością, Twoim ciałem, nagim torsem, Twoimi ustami, nabrzmiałymi od moich pocałunków, a Ty się odsuwasz. Jakbym nie spełniała tego, czego oczekujesz. Myślisz, że gdy połączyliśmy się w jedność, kiedy przestałam się wstydzić, kiedy on nie jest już mi obcy. Kiedy potrafię się przed Tobą ukazać i otworzyć w całości. Ty odsuwasz się i mówisz, że zadajesz mi ból ?
- Tosia, ja ...
- Powiedz, czego ode mnie oczekujesz ? Co mogę zrobić byś był w pełni zadowolony?
-Nic.
Posmutniałam. Kocham Go, ale jestem niewystarczająca. Nigdy nie zaspokoję jego pragnień.
Spoglądam mu w oczy. Na mojej twarzy widnieje smutek, co dostrzega. Dotyka mojego policzka. Uwielbiam jego dotyk. Jego twarde, a zarazem miękkie dłonie, które znają na wylot, każdy kawałek mojego ciała, każdy jego skrawek.
- Nie wiedziałem, że tak na Ciebie działam. Nic nie możesz zrobić, żebym był bardziej zadowolony. Nic nie możesz zrobić, by spełnić bardziej moje oczekiwania.
Opuściłam głowę. Teraz wpatruję się w jego stopy.
- Nie możesz, ponieważ kocham Cię tak mocno, że bardziej się już chyba nie da. Jesteś wszystkim czego pragnę i tylko dzięki myśli, że znów Cię zobaczę moje życie staje się jaśniejsze. Nadzieja nie umiera. Chodzę radosny od rana do wieczora, bo wiem, że niedługo ujrzę Ciebie. Znów poczuję smak Twoich ust, spojrzę Ci prosto w oczy. Nie mogę być już bardziej zadowolony.
- Maciek... - mówiąc to, spojrzałam mu prosto w czekoladowe oczy, którymi nadal świdrował moją twarz.
Nasze usta znów złączyły się w pocałunku. Ciała przywarły do siebie tak jak wcześniej. Podniósł mnie i oparł na swoich biodrach, a ja splotłam nogi na jego wspaniałej, idealnej w dotyku, miękkiej i jędrnej pupie. To było wspaniałe uczucie, gdy lekko unosiłam się i opadałam. Był taki delikatny, taki namiętny. Nie chcę by ta chwila kiedykolwiek się skończyła. Ten moment na zawsze pozostanie w mej pamięci. To uczucie, gdy jest we mnie i nikt go nie zabierze. Gdy potrafi rozpieszczać mnie, jak nikt inny. Nikt inny, bo nikogo przed nim nie było. Mam nadzieję, że jest tym pierwszym i ostatnim. Na zawsze. Forever.
____________________________________________
Coraz trudniej dodaje się posty. Głupie reklamy -.-
Dziękuję wszystkim za komentarze ;3

niedziela, 25 sierpnia 2013

Rozdział 22


*** (oczami Tosi )
- Że niby co ? Ha ja nie muszę niczego udowadniać pff. - przestraszyła się, a bynajmniej takie było moje odczucie.
I tyle ją widzieliśmy. Po prostu obróciła się na pięcie i wyszła.
- No to na razie mamy spokój - powiedział, z ulgą, Maciek .
- Mam taką nadzieję .
Kociak podszedł do mnie i objął mnie w pasie.
- Maciek mam już tego dość.
- Zobaczysz wszystko będzie dobrze.
- Nie właśnie, że nie będzie. Z każdą chwilą czuję, że oddalamy się od siebie coraz bardziej. Zajmujemy się sprawami inny. Może w końcu powinniśmy spojrzeć temu prosto w oczy.
- O czym Ty mówisz ?
- Nie mam już na to siły. Może powinnam się wyprowadzić? Może powinieneś o mnie zapomnieć ?
Mam wrażenie, że przez mnie masz same kłopoty.
-Co? Magda, to nie Twoja wina!
Nie chcę już na nich więcej kłopotów ściągać. Maciek teraz jest przy mnie, ale co będzie kiedy zacznie się sezon na nowo. Kiedy będzie cały czas wyjeżdżał na konkursy? Nie wytrzymam tyle bez niego. Wiem, że to egoistyczne, ale może lepiej dla mnie, a nawet dla niego, że się rozstaniemy ?
Tej nocy nie mogłam zmrużyć oka, przez te wszystkie myśli. Nasuwające się sentencje życiowe.
To chyba był pierwszy moment zwątpienia od przeprosin Maćka.
To dzięki niemu spotkałam po raz kolejny Ryśka, co niestety okazało się wspaniałym pomysłem
i nie zapomnę mu tego do końca życia.
To On sprawił, że uwierzyłam w siebie.
To On sprawił, że moje serce zabiło szybciej.
Czy można kochać kogoś tak mocno, że aż boli ?

Po długich godzinach rozmyślania zasnęłam. Nie wiele mi dadzą te 3 godziny snu, choć mimo wszystko zawsze będzie, choć odrobinę lepiej.

Rano wstałam o godzinie 8.00. Dzisiaj wraca mama (była wyjeździe służbowy w Warszawie). Półprzytomna, wstałam wygrzebałam z szafy jakieś luźne, stare dresy i moją najukochańszą bluzkę.
Poszłam do łazienki, wzięłam szybki, orzeźwiający prysznic i ubrałam się. Włosy spięłam w najzwyklejszego koka.

Nie malowałam się nawet, ponieważ cały dzisiejszy dzień postanowiłam spędzić w domu. Razem z wracającą o godzinie 12:30, mamą. Do tej godziny miałam czasu, żeby ogarnąć w domu. Prawidłowo rzecz ujmując w domu nie było jakiegoś wielkiego bałaganu, ale wiadomo trzeba kurze zetrzeć, umyć meble, zrobić pranie, pozamiatać i na samym końcu umyć podłogi, a że nasz domu był dość spory, to te (po porannej toalecie) 3 i pół godziny, w normalnych ruchach jak na mnie, nie wystarczyłyby, dlatego musiałam troszku je przyspieszyć.

Po męczących godzinach sprzątania, przyjechała mama.
- Cześć, mamo! - krzyknęłam, podbiegając do samochodu.
- Cześć, kochanie.
- Stęskniłam się za Tobą !
- Ja za Tobą też. - powiedziała to i cmoknęła mnie w czoło.
W tej właśnie chwili z samochodu wysiadł Szymon, który odbierał mamę z lotniska.

Rzucił tylko zwykłe 'Hej', zabrał bagaże mamy i zniknął za drzwiami, prowadzącymi do domu.

Miałyśmy z mamą dużo do obgadania. Wypytałam ją o każdy szczególik, ale po 2-godzinnym przesłuchaniu, mama stwierdziła, że jest trochę zmęczona podróżą i położy się spać.
Szymon gdzieś pojechał, a ja znowu zostałam sama na polu bitwy.
Podczas nieobecności mamy zamieniłam z Szymonem może dwa zdania ?
Cały czas się mijaliśmy, ja spędzałam większość czasu z Maćkiem, a on przebywał w pracy więcej niż zwykle.

Nie myśląc już o tym, udałam się do mojego pokoju. Wzięłam do ręki „Ognistą” i zanurzyłam się w fantastycznym świecie.
Po 3 godzinach książka została przez mnie pochłonięta. Było mi żal, że to już koniec, lecz natychmiast włączyłam laptopa i weszłam w google. Troszku poszperałam i znalazł kolejną część „Niewidzialna” . Wcisnęłam 'Kup teraz' i wypełniłam wszystko co trzeba było.

Położyłam się na łóżku i zauważyłam, że dostałam sms. Nadawcą był Maciek:
Będę o 17:30. Kocham Maciek ;*
Wysłane o 15:26

- Co ? - powiedziałam to chyba na głos.
Nie dziwię się, że nie zobaczyłam, byłam przecież pochłonięta książką, ale zostało mi jakieś 15 min. Powiem mu po prostu, że dzisiaj zostaję w domu.
Leżąc, czekałam na niego. Choć zbyt długo nie musiałam tego robić.
-Hej. Maciek słuchaj, ja dzisiaj nigdzie nie idę.
- To dobrze – mimo mojej decyzji, jego słowa trochę mnie zdziwiły – bo nigdzie nie idziemy, co najwyżej jedziemy. - mówiąc to, uśmiechnął się zawadiacko.
- Ale ja nie jestem ubrana- pokazałam ręką na mój ubiór.
- To nic, da się coś z tym zrobić.
Kociak chwycił mnie za rękę i pociągnął na górę. Otworzył moją szafę i zaczął czegoś w niej szukać.
- Jest.
Wyciągnął z mojej szafy dżinsy, czerwony top i bluzę.
- Maciek po co Ci to ?
- Jak to po co ? Założysz to – ahh, on i ten jego uśmiech, nic im się nie oprze.
- No dobrze.
Wzięłam to co było mi potrzebne i poszłam się przebrać. Głupia zapomniałam przekręcić kluczyk w drzwiach.
- Już ? - wparował, kiedy byłam w samej bieliźnie.
- Ej !
- Hmm?
- To krępujące.
- Daj spokój kochanie, przecież widziałem już o wiele więcej – wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi.
___________________________________
Więc jak widać wena wróciła :D
Mam nadzieję, że przez moją nieobecność, nie straciłam wielu czytelników. :D ;*

środa, 7 sierpnia 2013

Uwaga !

Zawieszam bloga , ponieważ nie mam weny  i nawet próbowałam się zabierać za pisanie , ale są tego takie skutki , że w godzinę napisałam 2 linijki ;cc 

Blog jest zawieszony na czas nieokreślony , ale mam nadzieję , że jak ruszy rok szkolny , więcej czasu będę spędzać w domu to i wena powróci ;))
 
Jeszcze raz Was bardzo przepraszam ;))